Kreml chce wrócić do taktyki z lat 80. Chodzi o zwrócenie zachodnich aktywistów przeciwko Zachodowi. Oni stanowią potężny problem dla Kremla, ale tym bardziej Putin spróbuje ich “przejąć”. Na celowniku Moskwy znajduje się słynna Greta Thunberg. Przeciwko niej Rosja może użyć metody wypróbowanej w latach 80. wobec Samanthy Smith.

Prywatna rosyjska agencja prasowa Regnum relacjonuje wystąpienie “amerykanisty i politologa” Michaiła Sinielnikowa-Oriszaka. Związany z Kremlem ekspert był gościem programu TV “Swoja prawda” na antenie NTW. Przed kamerami tej stacji opowiadał o narzędziach Rosji w “informacyjnej wojnie z Zachodem“. Przy tej okazji zapowiedział, że Kreml “zwróci uwagę na zachodnich eko-aktywistów“.
Oni popierają [na Zachodzie – red.] naszych pożytecznych idiotów, więc według mnie będą popierani. Z przyjemnością zaprosiłbym Gretę Thunberg na rejs po całej Rosji. Wystąpienia takich “Zielonych przyszłości” są dla nas niesłychanie wygodne – powiedział kremlowski politolog.
Dodał, jakoby wygodne dla Kremla były też ekologiczne postulaty zamykania elektrowni węglowych i atomowych. Dlaczego? Rzekomo dlatego, że po zamknięciu tych elektrowni ludzie Zachodu “będą musieli się zwrócić w kierunku gazu, co da nam [Rosji – red.] dobrą pozycję przetargową“. “Na koniec te ekologiczne wystąpienia można będzie skierować w stronę wystąpień antywojennych” – oświadczył Sinielnikow-Oriszak.
Jak rozumieć te słowa? To prawda, że ekologiczni aktywiści łagodniej podchodzą do gazu jako mniej szkodliwego od węgla i ropy. Zakładają, że odejście zachodnich społeczeństw od gazu może przebiegać wolniej niż odejście od pozostałych dwóch paliw. Tę różnicę stara się wykorzystać Kreml, który żyje z eksportu wszystkich trzech surowców (dlatego uznaje ekologów za bardzo kłopotliwych wrogów). Jednak ekologiczna rewolucja na Zachodzie dotyczy również gazu. Zachód stawia na Odnawialne Źródła Energii – słońce, wiatr, geotermię i pływy morskie. Taką postawę prezentują nie tylko protestujący na ulicach działacze. Również Europejski Bank Inwestycyjny, który teraz ma z siebie wyłonić Europejski Bank Klimatyczny, rozważa ograniczenie wsparcia dla inwestycji gazowych.
Czemu zatem pan Sinielnikow-Oriszak mówi to, co mówi?
Czyżby z rosyjskiego węglowo-naftowo-gazowego gospodarstwa starał się ocalić przynajmniej biznes gazowy?
Według nieoficjalnych informacji Sinielnikow-Oriszak to analityk związany z Głównym Zarządem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (Глaвное управлeние Генерaльного штaба Вооружённых Сил Росси́йской ФедерaцииGUGSz).
Tak się teraz oficjalnie nazywa GRU, czyli rosyjski wywiad wojskowy.
Rzecz jasna, publiczną wypowiedź analityka GRU należy traktować ostrożnie. Szczególnie, gdy wypowiada się w rosyjskich mediach. Rzadko się zdarza, żeby ktoś w nich zdradzał tajemnice Kremla wbrew jego woli. Najprawdopodobniej mamy więc do czynienia z przeciekiem kontrolowanym. Wypowiedź Sinielnikowa-Oriszaka może mieć dwa cele:
skompromitowanie ruchu ekologicznego w oczach zachodniej opinii publicznej;
rzucenie przynęty (“słuchajcie, ekolodzy, Kreml jest gotów wspierać tych, którzy wesprą gaz – zatem kto z was da się skorumpować?”).
Podejrzenie, że mamy do czynienia ze strategią, jest uprawnione tym bardziej, że pojawiało się więcej podobnych wypowiedzi.
Dziennikarze tej samej stacji telewizyjnej NTW podczas innej audycji nazwali ruch ekologiczny “siłą, która może ułatwić wygranie wojny informacyjnej z zachodnim światem poprzez podzielenie Zachodu“.
Co więcej, w oficjalnej wypowiedzi rosyjski dyktator Władimir Putin stwierdził, że młodzieżowy ruch ekologiczny należy:
– “wspierać“;
– “bronić przed wykorzystywaniem” (czytaj: zrobić wszystko, żeby ten ruch przestał robić Kremlowi kłopoty).
Putin był również łaskawy dla Grety Thunberg. Powiedział, że “Greta to zapewne bardzo dobra i szczera dziewczyna“. “Ale dorośli muszą zrobić wszystko, by nie stawiać dzieci i młodzieży w ekstremalnych sytuacjach” – dodał rosyjski dyktator.
Jak wygląda to Putinowskie “bronienie Grety Thunberg przed wykorzystaniem”?
The Moscow Times” podał, że wiceprzewodniczący komisji Dumy Państwowej ds. zasobów naturalnych Wasilij Własow zaprosił Gretę Thunberg do rosyjskiego parlamentu. Miałaby wystąpić przed Dumą “w terminie dla niej dogodnym“. Własow to wysoko postawiony działacz Jednej Rosji – partii Putina. I to od Putina miał wyjść pomysł zaproszenia Grety Thunberg do Moskwy. Sugerują to nawet rosyjskie media (zapewne im na to pozwolono, aby podnieść rangę zaproszenia).
Łatwo się domyślić, że po takich zapowiedziach ze strony Rosji, szwedzki wywiad będzie zmuszony otoczyć rodzinę Grety Thunberg oraz bliskich jej szwedzkich aktywistów klimatycznych ochroną kontrwywiadowczą.
Otwarcie zapowiadane próby zwrócenia tych aktywistów i Grety Thunberg przeciw Zachodowi nieodparcie przypominają dwie rosyjskie operacje z początku lat 80:
perypetie bardzo młodej Amerykanki, Samanthy Smith;
penetrację zachodniego ruchu pokojowego przez sowiecki wywiad.
Zapewne więc zaobserwujemy więcej zjawisk podobnych do tych z lat 80. Możemy się spodziewać:
– infiltracji ruchu ekologicznego przez agentów rosyjskiego wywiadu;
– prowokacji zmierzających do radykalizacji i/lub kompromitacji tego ruchu;
– organizowania zamieszek w stylu francuskich “żółtych kamizelek” (w których udowodniono udział osób związanych z rosyjskim wywiadem, jak np. Xavier Moreau czy Fabrice Sorin);
– nasilenia akcji dezinformacyjnych dotyczących ekologów.
Skompromitowanie i rozbicie ekologicznego ruchu klimatycznego byłoby tutaj celem minimum.
Cel maksimum stanowiłoby wykorzystanie tego ruchu do:
– pogłębienia polaryzacji zachodnich społeczeństw;
– dalszego pchania Zachodu ku zamieszkom w stylu katalońskim lub sterowanym “rewolucjom” podobnym do tych, które wstrząsały Grecją w drugiej połowie lat 40.


Jak Kreml próbował skaptować rzeczniczkę pokoju

Przypomnijmy teraz przypadek Samanthy Smith. W przeciwieństwie do Grety Thunberg, Samantha nie była nastoletnią dziewczyną, świadomą skomplikowanych globalnych zagrożeń. Samantha Smith była małą dziewczynką, która bała się bomby. Mimo tych zasadniczych różnic, podobieństwa są oczywiste. W obu przypadkach widzimy młodą, idealistycznie nastawioną osobę, która występuje przeciwko starszym ludziom rządzącym światem. Przeciwko ich groźnym pomysłom – jak również przeciwko ich bezmyślności, która bywa jeszcze groźniejsza.
W 1982 r. 10-letnia Samantha przerażona przygotowaniami do totalnej wojny atomowej w USA i ZSRR napisała osobisty list do ówczesnego władcy sowieckiego imperium. Był nim Jurij Andropow, świeżo mianowany na pierwszego sekretarza KC Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego (KPZR). Amerykańska dziewczynka tak się zwróciła do kremlowskiego dygnitarza:

Szanowny Panie Andropow
Nazywam się Samantha Smith. Mam dziesięć lat. Gratuluję objęcia nowego stanowiska. Bardzo się martwię, czy nie rozpocznie się wojna atomowa między Związkiem Radzieckim a Stanami Zjednoczonymi. Pan jest za wojną czy nie? Jeśli jest pan przeciwko, proszę powiedzieć, w jaki sposób zamierza pan nie dopuścić do wojny? Oczywiście, nie ma pan obowiązku odpowiadania na to pytanie, ale chciałabym wiedzieć, dlaczego chcecie zawojować cały świat, a przynajmniej nasz kraj. Pan Bóg stworzył ziemię, żebyśmy wszyscy razem mogli żyć w pokoju, a nie walczyć. Z poważaniem, Samantha Smith”.

Zanim Andropow przejął władzę na Kremlu, kierował KGB (sowieckie cywilne służby specjalne). Jego koledzy z tej instytucji, podobnie jak specjaliści z Wydziału Propagandy KZPR, dostrzegli w liście Samanthy Smith szansę. Można było rozpocząć nową grę z Zachodem i dać odpór amerykańskiemu programowi militarnych działań w Kosmosie, czyli tzw. projektowi “Gwiezdnych Wojen”. Kreml wiedział, że nie sprosta “Gwiezdnym Wojnom”, dlatego próbował podburzyć przeciw nim opinię publiczną na Zachodzie wykorzystując zrozumiały pacyfizm wielu osób dobrej woli.
Dlatego oficjalny dziennik KPZR “Prawda” opublikował list Samanthy jako “głos amerykańskiego dziecka domagającego się pokoju“. Następnie Jurij Andropow odpowiedział amerykańskiej dziewczynce na łamach tej samej “Prawdy“. W swojej odpowiedzi przypomniał o wspólnej walce ZSRR i USA z hitleryzmem. Następnie stwierdził, że:
-“Kraj Rad chce żyć w pokoju z takim mocarstwem jak Stany Zjednoczone”;
– ZSRR na pewno nie rozpocznie wojny przeciw USA.
Na koniec Andropow zaprosił Samanthę do odwiedzenia Rosji. Zaproszenie zostało przyjęte. W lipcu 1983 r. dziewczynka spędziła dwa tygodnie w Moskwie i na Krymie, w słynnym Arteku, czyli istniejącym do dziś pokazowym obozie pionierów (sowiecki odpowiednik harcerzy). Została “Ambasadorem Dobrej Woli” i “Najmłodszym Ambasadorem USA”. Funkcjonariusze sowieckich służb usiłowali manipulować nią i jej rodzicami. Jednak Samantha zachowywała się z godnością.
Niedługo po jej wizycie, w listopadzie 1983 r., dała o sobie znać główna obsesja Jurija Andropowa. Sowiecki przywódca obawiał się, że Zachód jako pierwszy uderzy na ZSRR. Obawa ta przyczyniła się do powstania tzw. doktryny RJAN (Ракетно-Ядерное Нападени, Rakietowy Atak Nuklearny). Ona też sprawiła, że wielkie ćwiczenia NATO Able Archer 83 (symulacja ataku jądrowego na Europę) zostały zrozumiane przez Sowietów jako przygotowanie do pierwszego uderzenia III Wojny Światowej. Zatem postawiono w stan gotowości nie tylko Siły Strategiczne ZSRR, ale też całą Armię Radziecką i armie sojusznicze… Podobne incydenty miały miejsce w latach 1984 i 1985.
Równocześnie służby wywiadowcze ZSRR oraz innych komunistycznych krajów intensywnie i skutecznie pracowały nad zinfiltrowaniem ruchu pokojowego w RFN (Friedensbewegung). Ruch ten zmobilizował setki tysięcy osób, które protestowały przeciwko uchwale NATO z grudnia 1979 r. Uchwała umożliwiała rozmieszczenie na terytorium państw Paktu Atlantyckiego – głównie w Niemczech – rakiet manewrujących Cruise i pocisków średniego zasięgu Pershing.
Ruch pokojowy spowodował podziały w związkach zawodowych i kościołach. Osłabił też główne partie rządzące w RFN od 1948 r. Gdy komunizm upadł, okazało się, że komunistyczne służby – wschodnioniemiecka Stasi, czeska StB, polska SB, wywiad węgierski, a przede wszystkim KGB i GRU – miały około 500 agentów w ruchu pokojowym i wspierających go organizacjach.
Zadaniem tych agentów było przede wszystkim:
wywoływanie starć z policją;
upolitycznianie, radykalizowanie i brutalizowanie ruchu;
wprowadzenie do niego polityków skrajnej lewicy;
spowodowanie maksymalnej polaryzacji w społeczeństwach zachodnich.
Jak podaje Christopher Andrew (analityk wywiadu, specjalista od sowieckich i amerykańskich służb), KGB wykorzystało Samanthę Smith, aby przekazać Zachodowi fałszywy obraz ZSRR. Przyjazne potraktowanie dziewczynki pomogło ukazać zbrojną sowiecką tyranię jako kraj:
– “walczący o światowy pokój”;
– nastawiony obronnie;
– skłonny do rozmów z USA o rozbrojeniu i podziale stref wpływów na świecie.
Było to na rękę Kremlowi, który nie dawał sobie rady z wyścigiem zbrojeń. Przede wszystkim, załamywała się pod nim niewydolna sowiecka gospodarka. Jaskrawy przykład stanowiły problemy związane z budową atomowych okrętów podwodnych o tytanowych kadłubach (tzw. projekt 945). Dlatego analitycy GRU bledli na myśl o tym, że prezydent USA Ronald Reagan chce przenieść wyścig zbrojeń na jeszcze wyższy poziom – w Kosmos. ZSRR potrzebował oddechu. Potrzebował jakiegokolwiek porozumienia, które pozwoliłoby Kremlowi zachować dotychczasowe zdobycze i względną równowagę sił pod względem militarnym.
Samantha Smith, która nieświadomie odegrała w grze wywiadu tak wielką rolę, po powrocie z ZSRR zaczęła odnosić sukcesy jako dziecięca aktorka. Niestety, w 1985 r. zginęła niespodziewanie wraz z ojcem w katastrofie małego dwusilnikowego samolotu Beech 99 należącego do Bar Harbour Airlines. Stało się to niedaleko Auburn-Lewiston Municipal Airport, w stanie Maine.
Według analiz amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) załoga zeszła z kursu i ścieżki podejścia. Chciała przyspieszyć lądowanie, dlatego samolot schodził zbyt szybko. Piloci stracili orientację i kontrolę nad sytuacją. Świadczy o tym fakt, że obaj prowadzili komunikację z wieżą lotniskową (zgodnie z zasadami powinien to robić tylko drugi pilot, ponieważ ten pierwszy musi koncentrować się na sterowaniu). Z kolei personal wieży nie był w stanie skierować pilotów na prawidłową ścieżkę schodzenia, ponieważ radar w pobliskim Portland działał niewłaściwie. W efekcie Beech 99 rozbił się w odległości 1,4 km od pasa startowego. Nikt nie przeżył.
Raport NTSB wykazał zaniedbania ze strony kontrolera naziemnego i załogi maszyny. W ZSRR oskarżano amerykański wywiad CIA o spowodowanie katastrofy. “Nieoficjalnie informowano”, jakoby Samanthę Smith zabiły “amerykańskie koła wojskowo-przemysłowe i CIA”.
Z kolei w USA przypuszczano, że katastrofę spowodowali agenci GRU. Mieli oni doprowadzić do awarii radaru. Czyżby więc Samantha i jej rodzice okazali zbyt wiele godności i patriotyzmu podczas wizyty w ZSRR? Czy też w jakiejś innej sytuacji? A może sowieckie służby się bały, że w miarę dorastania dziewczynka zrozumie, czym jest tyrania Kremla i zacznie mniej pokojowo podchodzić do sowieckiego reżimu?
Najprawdopodobniej katastrofa była wynikiem tragicznego splotu okoliczności. Jednak – jak podają analitycy wywiadu, m.in. Christopher Andrew – Rosjanie umiejętnie ją wykorzystali. Obecnie historia “dziecięcej rzeczniczki pokoju” została zapomniana przez media. Nie można jednak się łudzić, że kremlowskie służby zapomniały o swoich sukcesach z tamtych lat.
Raczej należy się obawiać, że mają ochotę na powtórkę.

Marek Meissner

Informacje o autorze

Zaczynał jako archeolog i zanim udało mu się zostać „znanym uczonym polskiego pochodzenia”, zmuszony był do rezygnacji z kariery naukowej. Potem podróżował po Polsce i po świecie, imając się rozmaitych zajęć. Był dziennikarzem ekonomicznym, reporterem, analitykiem IT i militarnym, project managerem IT, kierował zespołem ds. strategii w pierwszym polskim centrum Public Key Infrastructure (zajmującym się tworzeniem systemów usług uwierzytelniania, szyfrowania, integralności i niezaprzeczalności za pośrednictwem kryptografii klucza publicznego i prywatnego oraz certyfikatów elektronicznych). Jako publicysta interesuje się problematyką obronności, bezpieczeństwem IT, makroekonomią i mediami społecznościowymi.