Czy Mirosław J., były dyrektor mazowieckiego NFZ, brał łapówki i składał fałszywe zeznania? Świadczą o tym poważne dowody. Przeciw dyrektorowi toczą się dwa śledztwa. Wpadł w poważne tarapaty? Niekoniecznie. Ziobrowscy prokuratorzy ścigają dyrektora J. niezwykle opieszale. Czyżby nie chcieli go skrzywdzić? Dlaczego? Tak się składa, że J. to cenny świadek przeciwko politykowi PO Sławomirowi Neumannowi.  

Radosław Gruca

zadziwiająca bezradność prokuratury prowadzonej przez Zbigniewa Ziobrę w śledztwie dotyczącym fałszywych zeznań i podejrzeń o łapówkarstwo b. dyrektora NFZ Mirosława J.

śledczy nie są w stanie potwierdzić, że dyrektor kłamał, bo… od dwóch lat nie udało im się przesłuchać pewnej dziennikarki!

czy skandaliczna opieszałość prokuratury wynika z faktu, że ten sam dyrektor Mirosław J. zaoferował swoją współpracę CBA i jest kluczowym świadkiem oskarżenia przeciwko prominentnemu politykowi PO Sławomirowi Neumannowi?

tak długo, jak Mirosław J. nie stanie przed sądem oskarżony o kłamstwa i łapówkarstwo, tak długo PiS-owska prokuratura będzie go mogła używać przeciw Neumannowi.

Od ponad dwóch lat prokuratura nie potrafi zakończyć śledztwa ws. składania fałszywych zeznań przez byłego dyrektora ds. medycznych Mazowieckiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ Mirosława J.
Jeszcze dłużej, bo od czterech lat prokuratorzy Zbigniewa Ziobry przeciągają inne śledztwo. Śledztwo to dotyczy łapówek przyjmowanych przez Mirosława J. od placówek medycznych w województwie mazowieckim.
Gdy te dwa śledztwa, które mogłyby się zakończyć więzieniem dla Mirosława J., stoją w miejscu, prokuratura w Jeleniej Górze prowadzi trzecie śledztwo dotyczące Sławomira Neumanna, polityka Platformy Obywatelskiej.
Jeleniogórscy prokuratorzy zarzucają Neumannowi przekroczenie uprawnień za rządów PO, gdy polityk pełnił funkcję sekretarza stanu w ministerstwie zdrowia (w latach 2012-2015).
Sprawa ta, jak również towarzyszące jej zarzuty korupcyjne, stanowiły dominujący element kampanii PiS wobec PO w ostatnim tygodniu parlamentarnej kampanii wyborczej.
Tak się składa, że kluczowym świadkiem prokuratury w śledztwie przeciw Neumannowi jest właśnie… Mirosław J. Człowiek wzięty pod lupę przez innych śledczych ze względu na łapówkarstwo i fałszywe zeznania.
Gdyby postawiono go przed sądem w związku z tymi zarzutami, prokuratura ośmieszyłaby się w sprawie Neumanna. Swój akt oskarżenia przeciw politykowi PO musiałaby oprzeć na zeznaniach kogoś… oskarżonego o to, że zeznaje fałszywie!

Żenujące wyjaśnienia prokuratury

Czy takie właśnie są intencje prokuratury badającej zarzuty wobec Mirosława J.?
Trudno w to wątpić.
Przede wszystkim dlatego, że po opanowaniu prokuratury przez PiS kluczowe śledztwo w sprawie J. – to dotyczące składania fałszywych zeznań – zostało zawieszone. I to pod absurdalnym pretekstem.
Oficjalnie uznano, że nie da się doprowadzić do przesłuchania osoby mającej wiedzę o tej sprawie. Odpowiadając na nasze pytanie prokuratura oznajmiła, że… nie mogła skutecznie wezwać takiego świadka.
Nie podała, kogo ma na myśli.
Jednak z kontekstu dość jasno wynika, że chodzi o obecną dziennikarkę „Faktu” Agnieszkę Burzyńską, która wcześniej pisała o sprawie Neumanna w tygodniku „Wprost”.
Burzyńska jest znaną dziennikarką polityczną. Po odejściu z „Wprost” od kilku lat pracuje na stałe w redakcji „Faktu” i prowadzi co tydzień program na antenie Onetu.
Mimo to prokuratorzy w żaden sposób nie potrafili jej doręczyć wezwania na przesłuchanie…Oto, co napisał nam w piątek 29 listopada prokurator Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie: „Obecnie aktualna pozostaje przesłanka zawieszenia w postaci niemożności ustalenia miejsca pobytu świadka, z którym należy wykonać czynności procesowe, przy czym prokurator podejmuje czynności mające zapewnić stawiennictwo świadka w prokuraturze”.
Kuriozalny wykręt?
Niestety tak.
Inna prokuratura – konkretnie w Jeleniej Górze – prowadzi sprawę domniemanego przekroczenia uprawnień przez Neumanna. Jeleniogórscy prokuratorzy nie mieli żadnego problemu z dotarciem do Burzyńskiej i uzyskaniem od niej stosownych zeznań.

Jak zmiana władzy zmienia poglądy

Śledztwo w sprawie kłamstw Mirosława J. zostało wszczęte 26 czerwca 2015 r.
Z dokumentów, które opisywaliśmy już w innym artykule opublikowanym przez Arbinfo, jasno wynika, że J. składa fałszywe zeznania.
W jego kłamstwach jest metoda: Mirosław J. zmienia wersje w zależności od tego, kto jest aktualnie u władzy.
Za rządów PO Sławomir Neumann wytoczył proces tygodnikowi „Wprost”, który pisał o możliwym przekroczeniu uprawnień przez polityka.
Pan J. zeznawał wówczas w tej sprawie – ale był wtedy bardzo ostrożny w formułowaniu stwierdzeń obciążających Neumanna.
Przyznawał, że sprawa jest zagmatwana z punktu widzenia przepisów i Neumann mógł działać w granicach prawa.
J. powiedział też, że źródło wiedzy dziennikarzy „Wprost” stanowiła jego była partnerka życiowa.
Później, za rządów PiS, wszystko się zmieniło. J. nagle stał się pewny, że Neumann popełnił przestępstwo. Jako źródło tej wiedzy przedstawił już nie swoją partnerkę, tylko samego siebie.
Zrobił to, gdy oficjalnie zaoferował ministrowi Mariuszowi Kamińskiemu i jego służbom specjalnym swoją pomoc w postawieniu Neumanna przed sądem.
Jak już ujawniliśmy, 12 stycznia 2016 r. Mirosław J. zgłosił się do ministra-koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego jako osoba, która „wykryła aferę korupcyjną”.
Napisał: „W 2013 roku wykryłem jedną z największych afer dotyczących niezgodnego z prawem finansowania świadczeń zdrowotnych z publicznych środków finansowych. Sprawa dotyczyła prywatnego warszawskiego szpitalika, który posiadał dziwne powiązania i wsparcie ze strony pracowników Ministerstwa Zdrowia. Natychmiast powiadomiłem o stwierdzonych wielomilionowych nieprawidłowościach przełożonych w MOW NFZ, Centralę NFZ, Prokuraturę – oraz widząc brak działań wszystkich instytucji – w zdeterminowaniu 3 marca 2014 także Centralne Biuro Antykorupcyjne (…)”.

Żadna „zemsta”, tylko oskarżenie o łapówkarstwo

Mirosław J. poskarżył się też ministrowi Kamińskiemu, jakoby próbowano na nim wymusić „zapomnienie tematu” i zwolniono go z pracy „pod pretekstem braku zaufania”.
Miała to być „zemsta za wykrycie i nagłośnienie nieprawidłowości dotyczących funkcjonowania Ministerstwa Zdrowia”.
Pretekst? Zemsta? Trudno się zgodzić z dyrektorem.
Albowiem w jego sprawie toczyło się już wówczas postępowanie prokuratorskie, prowadzone w następstwie działań śledczych Centralnego Biura Antykorupcyjnego z 2014 r.
W tym postępowaniu Mirosławowi J. postawiono zarzut łapówkarstwa.
A konkretnie zarzucono mu, że brał pieniądze w zamian za:
– odstąpienie od przeprowadzenia kontroli w konkretnych placówkach Narodowego Funduszu Zdrowia;
– pomoc dla szpitala z Legionowa w uzyskaniu tak zwanego zwrotu nadwykonań od NFZ (chodziło o 17 mln złotych, z czego 1 mln 700 tys. zł miało trafić do kieszeni Mirosława J. i jego wspólnika; dodajmy, że inne placówki nie uzyskały takiego zwrotu).
Czy pracownik z takimi zarzutami może się cieszyć zaufaniem przełożonych? Szczególnie, gdy pracuje w publicznej instytucji, jaką jest NFZ?
Po przejęciu władzy przez PiS postępowanie przeciw Mirosławowi J. zostało umorzone.
W 2016 r. wszczęto je ponownie – i to decyzją samego Zbigniewa Ziobry jako Prokuratora Generalnego.
Był to jednak słomiany ogień, albo po prostu kamuflaż. Śledztwo ciągnie się do dziś, ale bez żadnych skutków. Prokuratura nie kieruje do sądu aktu oskarżenia.
A dzięki temu, że Mirosław J. nie staje przed sądem, nadal może być kluczowym świadkiem przeciw Sławomirowi Neumannowi. Jego zeznania mogą zostać wykorzystane do uchylenia Neumannowi immunitetu poselskiego.
Portal Arbinfo będzie nadal monitorować tę sprawę.

Radosław Gruca

Przeczytałaś/przeczytałeś ten artykuł za darmo.
I bardzo dobrze! Znajomość kluczowych faktów to Twoje święte prawo.
Jeśli chcesz je poznawać przez następne lata, wesprzyj nas!
Obejmij Patronat nad portalem Arbinfo.
W tym celu kliknij tutaj: 
https://patronite.pl/TomaszPi%C4%85tek
Serdecznie dziękujemy!

Na ten sam temat:

 

Author profile

Dziennikarz śledczy, pracował m.in. w: „Dzienniku”, „Gazecie Wyborczej”, „Super Expresie” i „Fakcie”. W 2007 roku przeniknął do sekty scjentologów, aby pokazać patologię tego środowiska. Od lat pisze o polskiej służbie zdrowia, wytyka odpowiedzialnym za ten resort politykom nieprawidłowości m.in. przy refundacji leków. Szczególnie interesuje go osoba Antoniego Macierewicza, wielokrotnie opisywał jego podejrzane kontakty m.in. z nazywanym rosyjskim łącznikiem Jackiem Kotasem. Tematem jego publikacji był też Bartłomiej Misiewicz, któremu jako jeden z pierwszych wytknął niekompetencję. Autor książki „Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje”.